Nasza wieloletnia wolontariuszka - legenda Polskiej Akcji Humanitarnej – Aleksandra Rezunow, otrzymała z rąk prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Krzyż kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za „za wybitne zasługi w działalności na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”.

Aleksandra Rezunow - Wolontariuszka PAH od: 1993 roku. Członek zarządu PAH.
Jak znalazłam się na wolontariacie: Pierwszy kontakt z PAH miałam w 1993 roku. Pojechałam wtedy z piątym konwojem (nazywanym konwojem polityków) na Bałkany. Dołączyłam z własnym samochodem – to był pierwszy konwój, w którym mogły brać udział osoby prywatne. Później miałam stały kontakt z PAH, ale wolontariuszem zostałam dopiero w 1994 roku. Nie interesowało mnie przychodzenie na dwie, trzy godziny w tygodniu – wiedziałam, że chcę pomagać na pełny etat. Dlatego zanim zostałam wolontariuszem minął rok – musiałam pozałatwiać sprawy związane z moją stałą pracą i przygotować do tego moją rodzinę, dla której to również była poważna zmiana.
Czym zajmuję się, kiedy nie jest wolontariuszem w PAH: Pomagam w rodzinnym biznesie, ale bycie wolontariuszem na pełny etat zostawia mi na to niewiele czasu.
Zadania wolontariusza: Na samym początku opiekowałam się magazynem PAH: dokumentacją i przygotowywaniem transportów. Brałam też udział w konwojach. Wkrótce zajęłam się pracą biurową i w 1995 zostałam członkiem Zarządu-sekretarzem. Funkcję tę pełnię do dziś Z czasem, jako osoba znająca dobrze kulturę i język b. ZSRR stałam się koordynatorem wschodnich działań PAH: dożywianie dzieci na Litwie, pielgrzymki Polaków z Kazachstanu, misja w Czeczenii. Obecnie zajmuję się szkoleniami – i dla pracowników i dla wolontariuszy. Jestem tu od 1994, mam wiedzę o PAH, którą się chętnie dzielę.
Historia z mojego wolontariatu: Mam wybrać jedną? Kiedy zajmowałam się pielgrzymkami Polaków z Kazachstanu takich historii było wiele. Często bywałam świadkiem spotkań po latach – rodzin, przyjaciół, którzy zostali rozdzieleni kilkadziesiąt lat wcześniej i odnajdywali się, kiedy ja wyczytywałam ich nazwiska. Kiedyś, w Karagandzie, nagrałam amatorski film, na którym przewodnik opowiadał nam historię łagrów. Potem okazało się, że tego człowieka szuka siostra w Polsce. Ale umarł zanim się spotkali, a to moje nagranie to jedyny dokument, na którym siostra mogła go obejrzeć. Oczywiście wiele się zdarzyło w Czeczenii, nasza misja tam trwała 8 lat. Bywałam tam wielokrotnie. Kiedyś Rosja okresowo wstrzymała wydawanie wiz dla Polaków. A my zaopatrywaliśmy Grozny w wodę, mieliśmy unijne dotacje do rozliczenia – nie można było przerwać pracy. Byłam jedyną osobą w PAH, która miała jeszcze ważną wizę, musiałam tam pojechać, sama doglądać wszystkiego na miejscu i czekać, aż zostanie wznowione wydawanie wiz dla innych pracowników. To było duże wyzwanie.
Podczas wszystkich tych lat miałam jedną niebezpieczną sytuację. Jechałam samochodem w Czeczenii po naszej codziennej trasie Grozny-Nazran z kierowcą i ochroniarzem - lokalnymi pracownikami PAH. Dostaliśmy się pod ostrzał. Autobus jadący przed nami dostał serię w bok. Ochroniarz natychmiast przydusił mnie do podłogi, a kierowca – na pełnym gazie, jak patrzyłam na licznik to zobaczyłam 120 km/h – cofał się na wstecznym. Do naszego domu w Nazraniu mieliśmy 40 minut drogi. I tak, jak zwykle nie przestawaliśmy gadać, tak wtedy całą tę drogę pokonaliśmy w milczeniu. Tak naprawdę dopiero wtedy zrozumiałam, że tylko profesjonalizmowi naszych lokalnych pracowników zawdzięczam to, że żyję.
Dlaczego wolontariat: Z jednej strony była to chęć robienia czegoś sensownego poza oczywistymi życiowymi obowiązkami, jak bycie żoną i matką. Ale z drugiej strony wiedziałam, że chcę nauczyć się pomagania: nowej dziedziny – zupełnie mi nieznanej. Wolontariat wydawał mi się uczciwym podejściem. Dzięki PAH mogłam robić to, do czego w tamtym momencie najlepiej się nadawałam. Dziś, moja funkcja, mobilizuje mnie do nieustannego pozyskiwania wiedzy, uczenia się nowych rzeczy, dowiadywania o nowych możliwościach, sposobach, rozwiązaniach. Bardzo to lubię. To jest moje życie.
Wysłuchała Katarzyna Boni